To co wydawała się niemożliwe jednak się stało - "beton" PZPN-u został naruszony. Mowa oczywiście o zwolnieniu przez Grzegorza Latę sekretarza związku Zdzisława Kręciny. Pytanie tylko, jak bardzo został naruszony?
Podejrzewam, że głowę chyba każdego kibica zaprząta myśl czy Lato utrzyma swój stołek, dzięki któremu zarabia 50 tys. złotych. Tyle przynajmniej zadeklarował podczas zwołanej w trybie nadzwyczajnym sejmowej komisji sportu, choć media różnego autoramentu donoszą nawet o kwocie 170 tys. Ale to w tej chwili tak naprawdę jest mało istotne.
Pozycją prezesa Laty może wstrząsnąć tylko afera znacznych rozmiarów, do tego nagłośniona przez mainstreamowe media, co jest akurat warunkiem niezbędnym, aczkolwiek uzależnionym od wpływów medialno-biznesowych byłego napastnika, a raczej grupy działaczy którą reprezentuje. Bo należy uświadomić sobie pewien stan rzeczy: Lato należy do środowiska, grupy ludzi trzęsących piłką nożną w Polsce, którą aby rzeczywiście uzdrowić potrzebne jest wyrwanie tego spróchniałego drzewa z korzeniami. To system naczyń powiązanych od szczebla okręgowego po sama górę i w tym przypadku rację należy przyznać Janowi Tomaszewskiemu, dyżurnemu krytykowi "leśnych dziadków". Bez zmiany pokoleniowej, a więc i mentalnej nic się nie poprawi.
Jeżeli więc Grzegorz Lato w wyniku afery odejdzie, ale środowisko pozostanie to samo, będziemy mieli status quo, bowiem na jego miejsce przyjdzie człowiek z tego samego ogródka i dokładnie taka sama będzie polityka, czyli beton w tradycyjnym wydaniu.
Póki co prezes PZPN-u udał się na losowanie grup Euro 2012 do Kijowa, by reprezentować 40- milionowy naród. Z tego też powodu poprosił członków sejmowej komisji sportu o skrócenie posiedzenia i poprosił o zaproszenie na kolejny "spektakl", jak sam to ujął, czym wywołał zdecydowana reakcję Ireneusza Rasia z PO: "To nie jest żaden spektakl, tylko posiedzenie komisji Sejmu".
I tak na koniec przytoczę fragment wywiadu z Grzegorzem Lato, który ukazał się na weszlo.com 28 października 2008 r. przed wyborami na prezesa PZPN, przeczytajcie uważnie: "- Panie prezesie, mogę się tak do pana zwracać? Włączam nagrywanie...
- Mam nadzieję, że w przyszły czwartek będzie pan mógł tak do mnie powiedzieć. Włączył pan już nagrywanie? Uwaga, włączamy nagrywanie! Słyszycie panowie? Pamiętajmy i o tych którzy podsłuchują każdą moją rozmowę. Dajmy im jeszcze chwilkę (śmiech)."
Dla niektórych jednak czas stanął w miejscu...
Krzysztof Gołaszewski




















