W wielu publikacjach, komentarzach, na forach internetowych i zwykłych rozmowach Polaków niejednokrotnie pojawia się pytanie: o co chodzi w tej piłce nożnej?
Na grom tak liczni ekscytują się tak nielicznymi -piłkarzami- którzy za swoją „robotę” dostają gigantyczne pieniądze. W kwestiach finansowych zachowując nawet wszelkie proporcje, to status futbolistów w stosunku do majętności statystycznego obywatela jest niezmiernie wysoki praktycznie pod każdą szerokością geograficzną.
Zasadne jest więc pytanie skąd to się bierze? Jak to możliwe by na czymś tak prostym jak kopanie piłki i wbijanie jej do prostokąta ograniczonego siatką, zarabiać gigantyczne pieniądze?
Przekonany jestem, że każdy z kibiców piłkarskich na ten temat ma swoje zdanie. Ile kibiców, tyle analiz. I bardzo dobrze, to oznaka, że myślimy i rozważamy. Najgorzej, gdy idziemy owczym pędem w kierunku wskazanym przez kreatorów dzisiejszego showbiznesu futbolowego.
Pod żadnym względem nie chcę wcielać się w socjologa czy innej maści naukowca toczącego megalomatyczne rozważania nad fenomenem piłki nożnej. Tak po kibicowsku i tak na męski zdrowy rozum, myślę o tym, co mnie tak pociąga w sporcie, a w piłce nożnej w szczególności, że potrafię stać jak niedojrzały chłystek przed telewizorem i wrzeszczeć do kolorowego ekranu w nadziei, że spełni moje najskrytsze marzenie: „Strzelcie, k.... bramkę”('przecinek' oczywiście nieprzypadkowy). A obok mnie stoi (podskakuje) grupa dojrzałych osobników i używa słów co najmniej równie nieparlamentarnych. Dojrzali, wykształceni, lecz wciąż...dzieci?
Próbowaliście drodzy Panowie kiedykolwiek wytłumaczyć swojej kobiecie, koleżance, niepojmującej sensu uganiania się za piłką 22 facetów w gaciach, na czym ten cały magiczny teatrzyk polega? Znajdą się tacy co takie rozmowy prowadzili. No i cóż? Gdyby skonfrontować odpowiedzi zapewne krążylibyśmy wokół zdania, które ma ten mniej więcej wydźwięk: „Nie rozumiem, to bez sensu”. A jak się im powie, jakie sumy pieniędzy są do podniesienia z murawy robią zdziwione oczy...
Jestem kibicem i kocham ten sport, powiem wprost. Jeszcze w czasach juniorskich, gdy uganiałem się za piłką marząc o wielkiej karierze najpiękniejszym dźwiękiem był dla mnie szelest siatki w bramce, gdy do niej piłka wpadała. Czułem, że jestem królem świata, a obok wszyscy klaszczą i podziwiają. Trwał młodzieńczy sen, który...został przerwany, bo każdy sen się kiedyś kończy. I nie było to dla mnie wcale brutalne - po prostu tak to wygląda-lekcja życia.
W tym życiu elementarną sprawą jest zdrowa rywalizacja oparta na jasnych zasadach. Czyż nie odnosi się to do wielu sfer życia: społecznego, gospodarczego itp, nie tylko sportu. Widzę w tym pewien łańcuch powiązań.
Rywalizacja-słowo klucz. Chęć wygrywania, pokonania przeciwnika towarzyszy ludzkość o niepamiętnych czasów. Kiedyś była walka o ogień, terytorium, kobietę, potem przyszedł czas walki o władzę i pieniądze. Ciągła rywalizacja, mająca wszakże różne przyczyny, bo wszystko rozbija się o motywy działania. Piłka nożna jest, że tak określę, ucywilizowanym w swej pierwotności pędem zaspokojenia chęci rywalizacji, zwyciężania, poczucia triumfu, który w mężczyznach determinuje postawy życiowe. Jeden wygrywa, drugi przegrywa, jeden unosi ręce w górę, drugi schyla głowę i uchodzi gdzieś bokiem, a w tym wszystkim nagromadzenie adrenaliny, emocji – czyli to co misie lubią najbardziej. Męskie misie, rzecz jasna.
Do tego honor, poszanowanie pokonanego – czysta historia.
Jest wszakże w tym wszystkim jedne szkopuł, mordercza machina-pieniądze. To o czym pisałem to idea sportu, pewna uniwersalna wartość, która zderza się z rzeczywistością futbolowego showbiznesu, w polskim, że ograniczę się do naszego podwórka, wydaniu pełnym machlojek, ciemnych interesów, przekupstwa z partyjnym „betonem” w tle, upss... PZPN-owskim „betonem”. Parafrazując słowa naszego wielkiego poety „idea sięgnęła bruku”... Oj boli, boli...
Ale cóż dzieje się z krzyczącym wewnętrznie sprzeciwem wobec wszechogarniającego sport komercjalizmu. Przyznam się otwarcie, że jakoś tak sam się chowa, gdy zabrzmi pierwszy gwizdek. Do licha z kasą, do licha z „betonem”, do czorta z kibolami, tylko „strzelcie k.... gola”.
I tak to się kręci. I tak to właśnie działa.
Krzysztof Gołaszewski
fot.AP




















